wtorek, 22 czerwca 2010

14.

Ponad 100 000 egzemplarzy sprzedanych książek w Polsce,cztery tytuły przetłumaczone na nasz język i te cztery właśnie przeczytałam, mam na myśli książki Emily Giffin bo właśnie skończyłam czytać "100 dni po ślubie" Tytuł mało podniecający, wiem i chociaż tematem jej książek jest zawsze( nie wiem czy słowo zawsze jest odpowiednie skoro przeczytałam tylko cztery książki) miłość, temat który w takiej literaturze kobiecej może zostać sprowadzony do trywialności kiczowatego harlekinu, gdzie zawsze love story musi kończyć się happy endem bo jakże by inaczej?! to jednak, w książkach Giffin jest coś takiego, co powoduje, że zaczynam tęsknić za tą książkową miłością, uruchamiając i nakręcając swoją wyobraźnię, chyba tak, jakby zatęskniła większość tej żeńskiej części naszej ziemi, bez względu na stan cywilny i status posiadania faceta:)i po trochę też, przywołuję przeróżne wspomnienia chwil, których opisanie i ubranie w odpowiednie słowa ( bo pewnie to w tym rzecz!)przyniosłoby mi może nie mniejszą popularność;)... To na pewno książki, których nie ustawiłabym absolutnie, na półce w szeregu z tanim romansidłem, napisanym bez polotu i głębszej refleksji, przez kogoś kto nadaje sobie tytuł pisarza po wydaniu jedynej w swoim życiu kiczowatej powieściny, no ale nie ważne i mniejsza z tym.
Tak sobie myślę, że chociaż w moim życiu,jak do tej pory nie zabrakło wzlotów i upadków serca a upadki na pewno były podszyte jeśli nie jawnym to ukrytym motywem mojej choroby, która zawsze musiała coś spieprzyć ( albo tylko to ja tak to postrzegam?!) tak czy siak, znalezienie odpowiedniego faceta, który będzie mnie kochał do grobowej deski,okazuje się być trudniejsze niż cokolwiek innego:-D W myśl filozofii bierz co jest a później pomyślisz co z tym zrobić, nie jestem raczej stworzona "działać" a jeśli nawet mi się to zdarzyło (bo może zdarzyło!) to skończyło się zanim pomyślałam co z tym zrobić hahahaha...
Jest mnóstwo sytuacji, kiedy zrozumienie motywów postępowania drugiego człowieka upraszcza nam swoje własne życie ale nie należy do nich raczej sytuacja rozstania się z facetem, który odchodzi w siną dal. Najtrudniejsza jest ta lodowata i kłująca wściekłość na siebie samą, że nie odeszło się jako pierwsza ale to tylko na samym początku bo z perspektywy czasu wszystko nabiera innych kształtów... Nie wiem dlaczego tak jest, że jedni żyją w szczęśliwych związkach ( są takie??!!) a drudzy przez całe swoje życie albo conajmniej większość ( ale dla takich samotnych to cała wieczność) chodzą tylko na takie śluby i są świadkami początku ( czy końca?!) a jeszcze inni ( jak ja hahaha) posyłają co jakiś czas ślubne życzenia pocztą..."miłość to suma wyborów, siła zaangażowania, więzi które trzymają nas razem..." czymkolwiek ta miłość nie jest, to chyba każdy człowiek chce ją poczuć bo przecież nie po to zjawia się na świecie żeby sam dla siebie kwiaty rwał... chociaż to też może być miłe;)
A tak na marginesie, to chyba przeczytałam już od początku tego roku więcej książek niż przez całe swoje wcześniejsze życie:-D ale to dobrze bo chyba tylko ta książka jest w stanie zapełniać pustki każdego dnia i poczucie nic nie robienia w uciekającym moim czasie, który musi uciekać bym mogła to przetrwać i potem dalej żyć. Jakoś trzeba sobie to tłumaczyć. Tylko żebym tak nie czytała tych swoich książek i nie śniła o miłości do czterdziestki bo potem olaboga stara jestem i na hura biorę co jest!!!!;) Czy ja już na prawdę jestem skazana na niepowodzenia nawet i w tej materii życia? nie dość, że zdrowia nie mam!?? a może właśnie też dlatego że i zdrowia nie mam? oby nie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz