Czas ucieka. To dobrze. Odliczam każdy dzień, mama coraz częściej wywołuje wilka z lasu może to Wiedeń dzwoni? komentuje każdy dzwonek komórki:)Uprasowała mi dzisiaj dwie nowe piżamy,rozpinane które czekają na spakowanie do walizki... pakujesz się to może i ja się wreszcie zmobilizuję- mówi. Boję się jak szlak! ale jak to jest jak szlak? no tak właśnie bardzo, nie do opisania! to normalne tłumaczę sobie ale w kółko powtarzam jak bardzo się boję tego, co mnie czeka bo to nie takie hop siup. Nie piszesz o tym, że się boisz- mówi mama. Piszę między wierszami, no dobra no to właśnie napisałam wprost!:) strasznie, panicznie się boję! tylko co to daje? przecież nic, poza tym, że napędzam się strachem i głupimi myślami. A kysz! a sio! poszły z mojej głowy!!!!!
W książkach J.Carrolla jest tak dużo Wiednia. On tam mieszka. Zabiorę jedną z jego książek, może spotkam go gdzieś w jednej z kawiarni, które tak pięknie opisuje? zaraz, jak się ta kawiarnia nazywa.... nie pamiętam!:) spakuję książkę, będę ją nosić ze sobą, może dostanę autograf?:)
Jest kilka dat ważnych dla mnie. Przypominam sobie. 10 marzec 2009 rok bo wtedy na własne oczy zobaczyłam ogromne AKH...moje konsultacje w Wiedniu na TAK- jestem zakwalifikowana chociaż w to nie wierzyłam! hurrrraaaaa a za chwilę przerażenie jak ja dam radę to przetrwać??!!, Boże co to wtedy się działo w mojej głowie!!!!!! Klinika AKH nie może się w żaden sposób równać z tą w Polsce, do której jestem przyzwyczajona od dziecka. A co więcej, szyld naszej kliniki wydaje się śmieszny na tle tego, co kliniką nazywamy, ten malutki obskurny budyneczek to absurd polskiej rzeczywistości. Nasza "trójka".
Po powrocie do domu wielka ulga, że mam to za sobą. Byłam taka zmęczona podróżą, przeżyciami, kontaktem z tamtymi lekarzami, z tamtym miejscem. Dobił mnie całokształt. Przerażenie sięgnęło zenitu! Boże niech oni dadzą mi wszyscy święty spokój! ja nie chcę przeszczepu! czy ja chcę ten przeszczep???takie cierpienia na co komu to?
A potem 24 czerwiec 2009 rok w"świetnej" formie, tak świetnej że konsultacje dr. Wojarskiego z Zabrza oddalają ode mnie wizję Wiednia, przeszczepu, nowego życia. Nie ma sponsora, który zapłaci za prywatny przeszczep, nie mam zgody polskich chirurgów,więc nie mogę starać się o środki z NFZ, wyzdrowiałam czy co? tylko pozornie! bo dlaczego wciąż czułam się coraz słabsza i coraz mniej we mnie było życia?????? To było okropne! choroba uległa regresji? dobre sobie! jednak musiałam wierzyć i ufać słuszności tej decyzji. Nie miałam wyjścia ale jaki rozdźwięk był pomiędzy decyzją z Wiednia a z Zabrza, że można było zgłupieć a pytanie dlaczego? nie znikało z moich myśli. Nie ogarniałam tego absolutnie, nie mogłam zrozumieć. Docierało tylko do mnie to, że wszystko rozchodzi się o pieniądze bo przecież pieniądze podatników trzeba wydać rozsądnie! wrrrrrrrrrrrr......Przeszczep to nie złoty środek chciałam tłumaczyć sobie. Ok poczekam na swoją kolej. To nie mój czas. Nerwy mnie zżerały. Wybuchałam z byle powodu, płacz na poczekaniu, ogarniał mnie zewsząd bezsens, z trudem przechodziłam kilka kroków, całe dnie leżałam. Miałam o wszystko i do wszystkich pretensje. Nie lubiłam nikogo, nie cierpiałam mojego świata! lato spieprzone! od kilku lat właśnie tamtego lata nic się nie opaliłam! na słońcu czułam się jeszcze gorzej. Depresja? trzeba było coś z tym wreszcie zrobić.
Czekanie okazało się cholernie trudne. Mega trudne, ciężkie i momentami nie do zniesienia. Ach! nie chcę sobie tego przypominać! no i był słodki listopad. Było mi wszystko jedno, że przychodzą jesienne dni ale to właśnie w listopadzie zostałam zakwalifikowana! Pamiętam ten dzień w Rabce. Byłam tak strasznie chora, że ledwo docierało do mnie to co się dzieje ze mną i wokół. Miałam ciężką grypę. Najważniejsze było tylko jedno- móc jakoś oddychać i przenieść się wreszcie do izolatki żebym mogła się wykąpać, odpocząć, wyspać bo leżałam na dużej sali, gdzie każdy ostentacyjnie mógł włazić. Listopad to mój znienawidzony miesiąc. I nie ważne, że w tym miesiącu są moje imieniny- ten jeden dzień nie czyni tego miesiąca lepszym. Tylko, ze teraz do dnia imienin dodam dzień ponownych konsultacji, tym razem decyzja TAK to jak drugie imieniny, może urodziny? Pamiętam co wtedy powiedziałam, jak Doktor przyszedł do mnie i pokazał mi decyzję Doktora z Zabrza. Niech sobie to teraz w d**** wsadzi!- powiedziałam tak strasznie chora i wściekła. To była potworna infekcja ale dałam radę. Wróciłam do domu. I niech mi teraz ktoś powie, że od nas nic nie zależy to będę się kłócić!
a potem liczyłam dni do świąt Bożego Narodzenia. Pojawiło się wokół mnie mnóstwo Aniołów- ludzi którzy chcieli mi pomóc. Nie do końca był to czas cudowny. Jedni się pojawili za to ktoś inny odszedł... dlaczego?
Spotkałam się z bardzo dużą życzliwością ludzi pracujących w oddziale NFZ. Pani Naczelnik bardzo przejęła się "tą sprawą". Chciała załatwić wszystko szybko i jak należy. Jeszcze w grudniu 2009 wiedziałam, że NFZ zapłaci za mój przeszczep. Musiałam uporać się w myślach ze śmiercią Pauliny P, która zaczęła razem ze mną tą samą drogę. Odliczałam dni do dnia ,kiedy przeleją pieniądze do Kliniki w Wiedniu. Na samym początku stycznia pieniądze znalazły się na koncie AKH. i znowu oczekiwanie. No kiedy zostanę umieszczona na aktywnej liście do przeszczepu? za pasem już prawie mijał rok od konsultacji w Wiedniu!!!!! No i 10 marzec 2010! nie mogło być inaczej! dostaję maila od Doktora z załącznikiem. Jestem na liście! Odejście Igi. To też musiałam przeżyć. Pogodzić się i jakoś to sobie wytłumaczyć. Retransplantacja się nie przyjęła. Pi pierwszym przeszczepie Igi, nie udało mi się z nią spotkać. Nie wiem czy żałuję chociaż często o tym myślę....
Niedługo będzie cztery miesiące jak czekam. Zaczęłam pakować walizkę. Czy przestrzegam zaleceń Doktora? nie wiem. Czasami brakuje na to wszystko sił ale wiem, że mi się to uda. Już tyle razy zwątpiłam ale jestem tak daleko, że przyrzekłam sobie nie mogę zwiać! nie może być po prostu źle bo ja mam żyć i koniec. Pamiętam, do przeszczepu muszę doczekać i to w jak najlepszej formie. I muszę liczyć się z ok. 12 miesiącami oczekiwania. Ten czas jest cholernie trudny. Żyję rozdarta pomiędzy tu i teraz a tym i potem... bo co tak na prawdę mnie czeka? przecież tego nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz