piątek, 11 czerwca 2010

5.

Przygnębienie niczym niszczycielska fala dopada mnie wieczorami. To nie jest sprawiedliwe, że tak to wszystko wygląda. Uwielbiam wieczory ale nie samotne. Ciemnieje na dworze i w mojej głowie równolegle ciemnieją pozytywne wibracje,które ściągam do siebie w ciągu dnia. Ciężko nad tym pracuję żeby odciągać od siebie to co złe a zapełniać myśli tym co dobre. Apogeum nadchodzi gdy wszyscy już w domu śpią a ja słyszę zza drzwi mojego pokoju przytłumiony szum koncentratora tlenu i właśnie jest mi najtrudniej. Zastanawiam się wtedy, ile jest na świecie ludzi, którzy nie mogą spać z różnych przyczyn i tak samo jak ja czekają...na coś, co ma się wydarzyć i odmienić ich życie, właśnie tak jak moje. Przywykłam do tego, że muszę włączać to pieprzone pudło co noc! Tłumaczę sobie, że to tylko noc bo w dzień daję radę funkcjonować oddychając sama. Nauczyłam się siedzieć, robić wszystko wolno, planować każdy wysiłek tak, żeby się nie przeforsować. To jeszcze pół biedy. Zgodziłabym się już nawet na dożywotnie spanie pod tlenem jeśli ktoś dałby mi gwarancję, że moja choroba nie będzie szalała i nie będzie robiła ze mną co chce skazując mnie na systematyczne godzenie się z coraz to większymi ograniczeniami. Każdego dnia wmawiam sobie, że jakoś to jest i nawet nie aż tak byle jak. Nie wybiegam do przodu,dzisiaj biorę antybiotyk, jest dobrze więc żyję dniem dzisiejszym. Strasznie to głupie i przykre uczucie że jutro, pojutrze będzie takie samo. Czuję pustkę dlatego w to miejsce wciskam przeróżne wspomnienia aż wreszcie rozpędzam się, wymyślając swoje życie po przeszczepie... Póki co tylko to mam i tyko to mi pomaga trwać bo inaczej bym chyba powiedziała pas. Jak to ja przywykłam mówić kulka w łeb! Chociaż skóra mi cierpnie na samą myśl o przeszczepie i strasznie się boję przez to wszystko przechodzić, to jednak pragnę tego telefonu z Wiednia jak niczego bardziej na świecie ( na razie!)i chciałabym żeby to się już działo choćby teraz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz