poniedziałek, 26 lipca 2010

40.

Dzisiaj byłam w Wiedniu myślami bardziej niż kiedy kolwiek dotąd. Kiedy sama o tym myślę, kiedy myślę z mamą czy gadam o tym w kółko rozmawiając z innymi to jedno, ale przeżywanie tego z Gosią to zupełnie inna sprawa. Gosia jest w powrotnej drodze do domu a ja naładowana taką dawką emocji, że aż w głowie huczy! Prawdą jest, że cokolwiek tutaj nie napiszę na gorąco, będzie bez sensu ( Gosia to Twoje bez sensu!:). Pewnie za kilka dni wpiszę ten dzień w te pt. najbardziej nieprawdopodobne, by mogły się wydarzyć i przysięgam, że gdyby nie te kilka zdjęć ( nie pokażę ich haha!) pomyślałabym, że to było snem. Kiedy człowiek już się przyzwyczai, że nic nie może go zaskoczyć bo każdy kolejny dzień jest odbiciem poprzedniego, kiedy tak mocno zakradnie się rutyna i schemat w codzienność aż do szpiku kości, kiedy przywykniemy do tego że tak już musi być, to w chwili gdy ktoś lub coś to zburzy, to właśnie wtedy dociera do mnie, że Rena przecież niczego w życiu nie możesz być do końca w stu procentach pewna! i to jest właśnie fantastyczne w życiu, że przynosi niespodzianki tak miłe, kiedy najmniej albo wcale, się ich spodziewamy. Życie to płynąca rzeka, to banał rzeczywiście a ludzie mogą tak wiele, jeśli tylko czegoś bardzo pragną. Mogą płynąć nurtem tej rzeki a nie tylko pod prąd. Ciągle coś musi się zmieniać. Coś musisz stracić żeby w to miejsce coś innego zyskać i chociaż nie zawsze możemy to pojmować do końca, dlaczego tak się dzieje bo tak wiele przecież, nie jesteśmy w stanie ogarnąć z tego świata, to wreszcie rozumiemy, że wszystko ma swój cel, swój czas i swoje miejsce. I że są też ludzie , którzy na zawsze mają specjalną miejscówkę w naszym sercu, choćby nie wiem co i nie wiem ile się wydarzyło i że nigdy nie wiesz kiedy wpadną do ciebie z szampanem pijąc po prostu za wszystko, co nazywamy życiem. Jestem mega zmęczona.

1 komentarz: