wtorek, 10 sierpnia 2010

47.

To co wczoraj określałam naprawdę nieźle, dzisiaj zamieniłabym na tak sobie. Takie huśtawki są czymś, do czego musiałam się przyzwyczaić żeby żyć, nie zamartwiając się i nie rozczulać się przesadnie nad sobą bo dzisiaj, czuję się gorzej i to mnie wkurza!, a jutro lepiej więc myśl przewodnia jest taka "byle do przeszczepu się nie dać!". Nie cierpię uczucia, kiedy budzę się rano zmęczona, jakbym zaliczyła nieprzespaną noc. Tego zmęczenia nie powinnam odczuwać, tego rozespania i braku siły na cokolwiek na początku dnia.Chyba tylko my obie, mama i ja wiemy jak to ze mną jest tzn. jak ja się czuję i co ja mogę i dlatego absolutnie się nie dziwię, że panikuje skrycie. Też bym żyła niepokojem o swoje dziecko, które byłoby tak chore. To co widać na wierzchu niekoniecznie jest odbiciem tego co wewnątrz, ale dopóki wygląda się jeszcze przyzwoicie, to przyzwoicie postrzegają cię inni i tego się trzymajmy. Nie wiem na ile jest widać po mnie chorobę ale ja się czuję bardzo chora na każdym kroku. Spakowanie walizki to wysiłek, więc chyba serio ta droga do Wiednia jest już moja. To nie przelewki, to nie żarty, to już 5 miesięcy mija a ja odczuwam to siedzenie, jak na bombie która ma wybuchnąć no i się zacznie, oj zacznie! niech tylko ten telefon zadzwoni!

1 komentarz:

  1. Nie martw się Renata :) jesteś już na liście od 5 miesięcy z dnia na dzień jesteś coraz bliżej tego telefonu pamiętaj ! :) Teraz jeszcze bardziej trzeba dbać o siebie i dmuchać chuchać na zimne ! 3maj się :)
    A.

    OdpowiedzUsuń